Bo przecież nie ma to jak pisać o oświacie w noc sylwestrową… Cóż, nikt Wam chyba nie mówił, że ze mną wszystko w porządku? Zapraszam do lektury.
Tata mi opowiadał, jak to było dekady temu. Jak dzieciak pisał lewą ręką, to to było nienormalne i nauczyciele go zmuszali żeby pisał prawą. I w końcu się nauczył. Dziwne, lekko głupie wręcz. Idźmy jednak dalej. Była dyscyplina na lekcjach. A jak dziecko miało złe oceny, to dostawało w domu “smary”, jak to mawiał mój wujek. Teraz jak “dziecko” się źle uczy, to rodzice mają pretensje do nauczycieli. Coraz bardziej się panoszy gówniarstwo, sobie pozwalają na nie wiadomo co w stosunku do nauczycieli (bo o ile kocham młodzież, to nie mogę znieść tego raka, którym są patologicznie aspołeczni nastolatkowie). Mało który belfer ma szacunek w szkole, a głównie mają go ci z długim stażem, którzy nauczają według “starej szkoły”. Czyli – nie potrafisz się zachować na lekcji? – Wyjdź. Nie zdążyłeś na przerwie się wysikać? – Masz minutę. I tym podobne. Sztywne zasady, dotyczące każdego równo. Pamiętam sam, jak szanowałem nauczycieli, którzy nie dali sobie wejść na głowę gimnazjalnym debilom. Jednak żeby sobie zapewnić spokój na lekcjach, musieli czasem wyjść poza swoje uprawnienia. Czyli – wydrzeć się na idiotę, wygonić go z klasy (nie można już tak robić, bo nauczyciel odpowiada podczas lekcji za dziecko które ma zaznaczoną obecność)… publicznie poniżyć, itp. Do czego zmierzam? Czytaj dalej



