Możliwe że część z Was nadal nie wie co chce w życiu robić. W sensie – kim być / jako kto pracować. Powiem Wam szczerze, że sam należę do tej grupy. Bo jest wiele fajnych zajęć, ale większość z nich ma też swoje wady, które zbyt przeszkadzają by się czymś zająć na stałe.
Przykład pierwszy: kierowca tira (potocznie mówiąc). Z jednej strony fajnie – dalekie podróże, poznawanie świata, pewnego rodzaju niezależność, gdy jesteś sam kilka godzin w kabinie, słuchasz czego chcesz, masz temperaturę jaka Tobie się podoba, prowadzisz wielki wóz i z każdym przejechanym kilometrem (który jest dla Ciebie przyjemnością) zarabiasz pieniądze. Na tym co lubisz robić (zakładając że to lubisz :D). Ale jest też druga strona medalu – i nie mówię tylko o tym że jest się poza domem większość czasu. Trzeba dostarczyć towar terminowo, nieraz kosztem bezpieczeństwa, przed wyjazdem musisz dobrze zabezpieczyć ładunek, a jak wjedziesz w złą uliczkę w mieście to nie wyjedziesz tak łatwo jak osobówką (już nie mówię o złym zjeździe z autostrady…). Wiadomo że trzeba myśleć pozytywnie, ale są to wady tego zawodu i chcąc go wykonywać należy być ich świadomym.
Przykład drugi: nauczyciel w podstawówce. Uczysz małe dzieci, masz wpływ na ich rozwój, światopogląd, masz bezpośredni wpływ na ich umysły, bo są w wieku kiedy się wszystko chłonie, a na początku nauczyciel jest autorytetem większym niż rodzice. Widzisz jak dzięki Tobie uczniowie się rozwijają, rosną młodzi geniusze bądź artyści. To co włożysz im do głowy będzie trudne do wyjęcia stamtąd przez najbliższe lata. Jakie to musi być cudowne zajęcie! Tak, ale robisz sprawdzian, a okazuje się że połowa klasy nie zrozumiała tematu. A na jutro musisz napisać sprawozdanie z rady dla dyrektora. A plan pracy na cały rok musisz przygotować wcześniej i musisz się go trzymać. Pracy z dokumentami nauczyciele mają od groma. I robią to w domu. To jest koszt możliwości rozwijania młodych umysłów.
Przykład trzeci: … albo nie. Trzeciego nie będzie. Powinniście już łapać o co mi chodzi. Każdy zawód ma jakieś wady, których na początku nie widać. Dlaczego człowiek 16 letni ma wybierać kim w życiu będzie? Wtedy właśnie wybiera się szkołę po gimnazjum. I niektórzy wybierają zawodówkę, po 2 latach idą do pracy i są ustawieni. Inni idą do liceum na 3 lata, co (pomijając wybór profilu – human, mat-fiz, itp) daje im dodatkowy czas na zastanowienie się co chcą w życiu robić. Wtedy wybierają studia. Ale czekaj, czekaj… Na jakiej podstawie 19 letnia osoba ma wybrać sobie co chce robić w życiu (a co dopiero 16 letnia)? Skąd ma znać wady danego zawodu, które mogłyby jej przeszkadzać? Dziwne, nie? A dodatkowo czasami rodzice wpieprzają się dzieciom w paradę, podejmując decyzję za nie. A to nie jest dobre rozwiązanie. Każąc dziecku iść do szkoły, którą Ty chcesz, żeby ukończył, skazujesz JEGO I SIEBIE na rozczarowanie i smutek. Bo jemu nie będzie dobrze szło na czymś co go nie interesuje, będzie miał słabe wyniki i będzie sfrustrowany, że nie realizuje swoich pasji tylko zachcianki rodziców, a Ty nie będziesz z niego zadowolona/ny, bo nie spełni Twoich oczekiwań. Pozwalając dziecku wybrać za siebie (ale musi to być jego świadomy wybór!) może na początku pozornie będziesz uważać to za swoją porażkę, bo przecież syn miał być lekarzem… Ale ostatecznie zobaczysz, że uszczęśliwi Cię jego szczęście, gdy będzie robił coś co mu sprawia radość (np. naprawiał samochody). Czasem dla rodziców jest ważne coś zupełnie innego niż dla dziecka. Na przykład – oni dbają o status społeczny, chcieliby mieć wpływowe dziecko, znane i szanowane w społeczeństwie, a ono chce po prostu robić to co lubi (proste rzemiosło lub usługi), dopóki mu godnie płacą. To, że chcemy dla dziecka dobrze, wcale nie znaczy że powinniśmy mu ustawiać życie. Bo żeby było mu dobrze, to ONO powinno sobie wybrać zawód i drogę życiową. W przeciwnym razie po prostu będzie nieszczęśliwe, nawet wiodąc dostatnie życie dzięki zawodowi wybranemu przez kochających rodziców. Jeśli nas zapyta, powinniśmy służyć radą i pomocą, podpowiedzieć, doradzić, nakierować. Ale NIGDY nie zmuszać do wyboru naszej opcji!
A teraz opowiem o mojej odpowiedzi na problem wyboru zawodu. O niektórych wadach danego rozwiązania dowiadujemy się czasem dopiero po jego wdrożeniu – wcześniej nie sposób ich przewidzieć. Tak samo z wyborem zawodu – dopiero po przepracowaniu jakiegoś czasu na danym stanowisku widzimy wady tej pracy. Zatem, moja wizja wygląda tak: w trzeciej klasie gimnazjum dodana zostaje lekcja, jedna w tygodniu, na której omawia się różne zawody. Pod koniec trzeciej klasy uczeń wybiera dla siebie np. trzy (albo więcej) zawodów (do ilości jeszcze wrócę) i do każdego z nich zostaje przyuczany pracując w nim od kilku dni do paru tygodni (oczywiście nie da się tak ze wszystkimi zawodami, ale do tego dojdziemy). Po tym czasie człowiek dostrzega co mu nie odpowiada w danych zawodach, a który pasuje mu najbardziej. Wtedy podejmuje decyzje o wyborze swojej ścieżki kariery. Przy czym na lekcji w gimnazjum uczniowie powinni być poinformowani o tylu zawodach, ile się da. Nie byłoby to jednak na ocenę. Lekcja pełniłaby rolę informacyjną. O wielu zawodach nawet nie wiemy że istnieją, a moglibyśmy się w nich odnaleźć. Nie ma tylko skąd się o nich dowiedzieć. To jest rozwiązanie.
Oczywiście pomysł nie jest idealny, ma swoje wady które wymagają dopracowania, ale na pewno nie jest od niego lepszy obecny system, w którym uczeń nie mając skąd się dowiedzieć konkretów o danym zawodzie musi wybrać, co będzie robił w życiu. Zapewne część wie od początku co chce robić i godzi się na wszystkie wady bo dany zawód jest ich marzeniem, tacy nie muszą wybierać aż trzech zawodów do przyuczenia (ale mogą). Ci zaś, którzy nie są pewni, mogą wybrać ich kilka i na koniec zdecydować.
“Kto za to wszystko zapłaci?” – zapyta wnikliwy czytelnik. Otóż zapłaci pracodawca. Byłoby to ustawowe, a pracodawca miałby dzięki temu jakieś zniżki ZUSu, albo coś, co by go zachęcało i rekompensowało ewentualne “straty” (państwowe dotacje?). Byłoby to coś w stylu praktyk, tyle że płatne normalnie, po ludzku. Jako, że nie jest to normalna praca a tylko przyuczenie do zawodu, to np. 70% najniższej krajowej.
Słowo na temat zawodów których nie da się wykonywać w tym wieku (potrzeba specjalistycznych uprawnień, są restrykcje wiekowe itp). W takim przypadku uczeń wykonywałby pod okiem normalnego pracownika te elementy pracy, które nie wymagają uprawnień, ewentualnie pod ścisłym nadzorem mógłby się uczyć niektórych trudniejszych etapów (wymagających odpowiedzialności), jeżeli są one główną rzeczą, jaką wykonuje pracownik, np. manewrowanie ciężarówką na placu (wiem, to dyskusyjne). Uczeń pracowałby po prostu jako pomocnik/asystent głównego pracownika.
Kończąc – moje rozwiązanie ma wady, jestem tego świadom. Nie proponuję oczywiście kończenia edukacji na gimnazjum i tym kursie przygotowawczym. Po wybraniu zawodu uczeń szedłby do takiej szkoły, która by go najlepiej przygotowała do tej pracy (zawodówka, technikum, liceum, studia, jakieś kursy zawodowe).
Gdybyśmy tak mogli najpierw sprawdzić jak wygląda całokształt danej pracy, a potem podjąć decyzję o jej podejmowaniu lub nie… O ileż piękniejszy byłby świat? O ile łatwiejszy! Zapraszam do dyskusji. A zanim napiszesz komentarz zawierający nierozwiązany przeze mnie problem spróbuj sam go rozwiązać i opisać tu rezultaty. Takie komentarze punktuję podwójnie! :D Ale wszelkie uwagi są mile widziane.
Piotr Wiśniewski.