Witajcie. Przez długi czas byłem przeciwnikiem elektrycznych samochodów. Bolała mnie ich “bezduszność”, brak ryku silnika i chyba ogólnie – nowość. Zmieniło się to z chwilą obejrzenia na TVN Turbo reportażu o elektrycznej wersji lotusa elise. Marcin Orzepiński podczas jazdy wcisnął w nim gaz do deski, a wtedy ślicznie widać było wielki moment obrotowy generowany przez silnik na prąd, który pchał auto do przodu, a kierowcę wciskał w fotel. Wtedy zacząłem lubić elektryczne auta. Bo skoro dają tyle zabawy, to można przeboleć brak przeszywającego ciało ryku silnika V8 ze starego Camaro, albo 5 cylindrów z rzadkich benzynowych wersji Passata B2 (nie no, prawdę mówiąc to nie można tego przeboleć, ale o tym za chwilę). Do tego dochodzi oczywiście oszczędność pieniędzy, bo koszt przejechania 100 km jest w aucie elektrycznym o wiele mniejszy od tego w konwencjonalnym pojeździe.
Dziś będzie o kolejnym nowym samochodzie, który nigdy nie dorówna starym VW (T3 i Passatowi), ale przynajmniej coś sobą reprezentuje i ma coś ciekawego do zaoferowania. Chevrolet Volt. Nowe auto napędzane silnikiem elektrycznym, które w razie rozładowania baterii uruchamia spalinowy generator prądu, który wydłuża znacznie zasięg. Przy czym zasięg (600km) jest tu zaletą tylko dlatego, że jest to auto elektryczne, bo już 20 lat temu diesle mogły bez tankowania przejechać 2 razy więcej. Ale widać postępy w technologii. I bardzo mi się to podoba.
Bez używania paliwa możemy przejechać niestety tylko 80 km, ale to wystarczy do codziennego dojazdu do pracy i ewentualnie po zakupy (co wytłumaczyli mi spece od reklamy Chevroleta na jakimś filmie z youtuba). Po przejechaniu tego dystansu uruchamia się silnik 1.4 i daje prąd do silnika elektrycznego. To bardzo ciekawe rozwiązanie, bo zwykle do elektryka dołączał silnik benzynowy i razem napędzały koła. Tutaj silnik spalinowy daje tylko prąd, który napędza silnik elektryczny, a ten dopiero – sam – wprawia auto w ruch.
Zatem w pełni napędza nas przez cały czas silnik elektryczny, który ma moment obrotowy tak wielki, jak porządnie stuningowane 1.9 TDI. Czyli duży. 368 NM to ogrom, zapewniam. Porównajmy to z silnikiem 1.6 TD z passata b2, który naprawdę (poważnie) potrafi wcisnąć w fotel i mknąć z zawrotną prędkością: stary VW osiąga maksymalnie 133 NM, waży 1200 kg, Volt ma 500 kg masy więcej, ale dysponuje momentem niemal TRZY RAZY WIĘKSZYM! Co tam się musi dziać?! A samochód elektryczny osiąga maksymalny moment obrotowy już od pierwszego obrotu silnika! Nie ma turbo laga, nie trzeba czekać na wysokie obroty. 368 NM dostępne od ręki. Fajnie? A co powiecie na to – ta ciężka landara do setki przyspiesza w około 9 sekund! Dokładnie, seks!
Z przodu i przodo-boku wygląda świetnie. Bez ściemy. Wnętrze też ma dość ciekawe, podoba mi się i chętnie bym polatał takim autem. Jednakże to wnętrze ma pewne wady, które już ktoś odkrył i przedstawił na youtubie. Otóż na panelu środkowym nie mamy zwykłych topornych przycisków, tylko nowoczesne, dotykowe – na płaskiej powierzchni jest jakiś tekst, wciskamy go i uzyskujemy efekt. Jak ma to działać podczas jazdy? Mknę sobie cichutko, elektrycznie, wtem zrobiło mi się za ciepło, chcę włączyć klimatyzację. W zwykłym samochodzie wystarczy ruch ręką i rozpoznanie dotykiem, gdzie jest pokrętło lub przycisk odpowiedzialny za zmianę ustawienia, po czym użycie go. Tutaj bez spojrzenia na konsolę ani rusz! Czy to jest zatem auto do stania pod domem? Bo tylko w takim wypadku widzę sens w odrywaniu wzroku od drogi żeby zmienić ustawienie ogrzewania czy radia! (Zresztą szukanie jakiegokolwiek przycisku podczas jazdy jest zarezerwowane dla idiotów.) Shame on you, Chevy! Niepotrzebny, niebezpieczny bajer. Ale poza tym w środku jest fajnie :D. A możliwe, że w tańszych wersjach wyposażeniowych tego panelu nie będzie, na co liczę.
Tak. Czyli mamy bardzo ciekawą pozycję do sprawdzenia, zanim podejmiemy decyzję jakie nowe elektryczne auto kupić (KTO DO JASNEJ MA TAKIE PROBLEMY?! :D).
Teraz wrócę do nieodżałowanych silników spalinowych. Otóż nie potrafiłbym zrezygnować zupełnie z ryku V8 albo gangu pięciu cylindrów na rzecz auta elektrycznego. Mógłbym jeździć po cichu, ale jedynie wiedząc, że w garażu mam ślicznie brzmiący wóz, którego w każdej chwili mogę stamtąd wyciągnąć i zabrać na przejażdżkę. Głośną i paliwożerną przejażdżkę.
Bo jednak samochód powinien spełniać też jakieś wymogi estetyczne, a jednym z nich jest dźwięk silnika. Ciche “Szszszszszszsz……..” to raczej nie coś, do czego byłem przyzwyczajany i na co byłem nakręcany od najmłodszych lat przez telewizję i społeczeństwo. Samochód to już od dziecka było dla mnie “wrum wrum”. Nie jakieś “szszszszsz….”
- No ale świat idzie do przodu?
Nie. Świat nadal kocha “wrum wrum” i dopóki będziemy mogli jeździć na benzynę, to elektryczne auta pozostaną ciekawostką. A z moim zamiłowaniem do dalekich wyjazdów, wóz na prąd nie będzie nigdy tym głównym, najbardziej “jeżdżonym”. Może będzie jedną z wielu zabawek, stojącą w wielkim podziemnym dubajskim garażu, a może nigdy sobie takiego auta nie kupię.
A na koniec powiem o swoim bólu połączonym z dziwnym poczuciem, że coś mnie łączy z designerami Chevroleta. Otóż tak jak ja za młodu, gdy rysowałem samochody, tak teraz oni NIE POTRAFIĄ zaprojektować NORMALNEGO tyłu auta! I nie byłoby w tym nic złego, bo ja przecież też nie umiem, ale ja przynajmniej nie biorę się za to zawodowo! No bo dla kogo oni to zaprojektowali? Czy tył auta naprawdę musi wyglądać tak paskudnie jak w priusie? Bo jeżeli to był Wasz cel, twórcy Volta, to w mojej ocenie powinniście dostać premię.
Ale co bym nie powiedział, to i tak nic temu autu nie zabierze jego urody z każdej innej strony niż tył i fajnej koncepcji napędu. Mimo że to FWD, więc podrifcimy jedynie zimą. Ale baterie ładują się w 4 godziny, więc nie jest tragicznie. Na dojazdy do pracy bez wydawania na paliwo – w sam raz. Maksymalnie ma polecieć 161 km/h. Czyli podobnie jak Passat 1.6 TD. Produkowany do 1988 roku. Tak jest, najmłodszy z nich ma teraz 24 lata. Prędkość została sprawdzona całkiem niedawno, oczywiście na niemieckiej autostradzie bez ograniczenia prędkości.
Auto ma milion elektronicznych bajerów i udogodnień dla kierowcy i pasażerów, a także systemy i urządzenia zwiększające bezpieczeństwo. O tym wszystkim poczytacie już na oficjalnej stronie – KLIK.
Ale patrząc przez pryzmat priusa i innych nowych, plastikowych wozów, to nawet fajna opcja. I chociaż nie zrobi “wrum wrum”, to przynajmniej powciska w fotel lepiej niż niejedna benzyna. No chociaż tyle. :D
Wiśnia.






