A tam takie bzdety o dostawczakach, nic ciekawego.

Mimo, iż nie pracuję w branży transportowej, uwielbiam prowadzić auta dostawcze. A może DZIĘKI temu właśnie, że nie muszę. Ale nie chodzi mi o blaszaki zrobione z osobówek, jak peugeot partner, jakim czasem jeżdżę w pracy, tylko o wozy stricte dostawcze, tylko w tym celu projektowane. Dwie osoby + paka. Nie wiem czemu. Jakoś mi pasuje koncepcja, że mogę zabrać ze sobą co tylko zechcę, że mogę sobie wrzucić do tyłu materac i w kilka minut mieć kemping xD. Spać gdzie chcę. Do tego turystyczna kuchenka, butla z wodą do mycia rąk i martwię się już tylko o miejsce, gdzie w spokoju mogę zrobić kupę. Dziękuję w tym miejscu stacjom benzynowym, które w większości oferują takie miejsca za darmo. A są niemal wszędzie. Ale wracając do dostawczaków – chociaż przydałby mi się może raz na 1000 km, to i tak świetnie jest zawsze mieć możliwość zabrania do niego czegoś, co akurat okazyjnie mogłem kupić lub nawet czasem dostać za darmo.

Zazwyczaj samochód ma jedno wyraźne przeznaczenie. Są luksusowe limuzyny, są sportowe coupe, są rodzinne minivany/kombi, są auta miejskie i są dostawczaki. I jeżeli taki samochód nie próbuje być wszystkim na raz, to już jest fajnie. Dostawcze auta służą do pracy, więc są nierzadko wygodniejsze od osobówek. Przesiadając się ze sprintera do passata pewnie mało kto chciałby wrócić do busa, ale zapewniam że 8 godzin siedzenia za kółkiem lepiej zniesie człowiek siedzący pionowo, niż rozwalony jak przed tv kierowca osobówki.

Prowadziłem wielokrotnie T3. Nie muszę chyba po raz setny powtarzać, że zakochałem się w tym aucie po uszy. Znajomy posiadacz takiego auta mówi że po trasie do niemiec jest bardziej wypoczęty, niż gdyby jechał osobówką. Nic dziwnego – wielka kierownica, którą kręci się bardzo lekko, pedał… (przepraszam, teraz mówi się gej). A więc gej gazu jest zamocowany w podłodze, dzięki czemu noga się tak nie męczy (albo mi się tak wydaje). A siedzisz nad przednią osią i widzisz wszystko przed maską, co ułatwia manewry na ciasnym parkingu za Twoim warzywniakiem. Bo skoro masz t3, to na 100% masz też warzywniak.

Mercedes sprinter. Wielki. Ale jazda sprawia masę przyjemności i po chwili (o ile nie jesteś pierdołowatym niedzielnym kierowcą) manewry z użyciem samych lusterek nie sprawiają Ci już problemu. Lewarek skrzyni biegów jest kilkanaście centymetrów od kierownicy, dzięki czemu zmiana biegów jest jeszcze mniej angażująca i bezpieczniejsza (bo krócej masz ręce poza kierownicą). Fotele są wygodne nawet jeśli nie ustawisz ich sobie pod siebie. No chyba, że jesteś wielki jak niedźwiedź, a przed Tobą prowadził go szympans. A i wtedy wystarczy jedynie odsunąć fotel.

Siedziałem kiedyś za kółkiem forda courier express, czy coś w ten deseń. Przód od escorta plus paka. W sumie jechałem też na pace i byłoby miło, gdybym tylko był workiem ziemniaków. Dla uściślenia – wtedy nim nie byłem. Ale odnośnie tak zwanej szoferki – czuję się dziwnie bezpiecznie mając za sobą blaszaną ścianę zamiast kanapy, na której zawsze może znaleźć się jakiś kretyn. To samo pewnie myślał kierowca, tylko że kretyna miał za blaszaną ścianą. Kierownicę trzymało się wygodnie, wszystko było pod ręką, no jakoś tak siedziało się za tym kółkiem tak, jak się powinno siedzieć.

No i koniecznie słowo o wspomnianym partnerze blaszaku. Też jest fajny, zwinny, ALE obsługa nawiewu nie jest już tak intuicyjna jak choćby w passacie b3, który choć nie został stworzony typowo do pracy (pozdrawiam turystów jeżdżących na Rosję), to po kilku jazdach mimo niedziałającego podswietlenia wiedziałem gdzie co jest, bo było rozmieszczone LOGICZNIE. I ogólnie czuć podczas jazdy, że jest z plastiku i na pewno nie wytrzyma tylu kilometrów, co dostawczaki budowane 20 lat temu.

W tych samochodach cenię prostotę. Auto ma jasno określony cel, nie musi być piękne, żeby go spełniać. Są często surowo wykończone, bo meble nie muszą do transportu mieć skórzanej tapicerki. Wóz ma UŁATWIAĆ kierowcy transport towarów. Nie musi mieć dwustu koni, wystarczy 60 i nie za długa skrzynia biegów, w mieście sobie poradzi, a na trasie do 120 na godzinę w zupełności wystarczy, sam zresztą najczęściej jeżdżę koło osiemdziesiątki. Do celu dojadę, przepisów nie łamię, mogę się zrelaksować a auto wykorzysta do tego celu minimum paliwa. Same korzyści. I to tyle.

W sumie i tak czyta to tylko Ola, więc Cię Olu pozdrawiam i Tobie dedykuję ten wpis xD.
P.W.

One thought on “A tam takie bzdety o dostawczakach, nic ciekawego.

  1. Oleczka pisze:

    Mogłeś sobie odpuścić tę kupkę na początku, akurat jadłam świąteczne śniadanie. :( A ogólnie dziękuję za dedykację, za pozdrowienia i za temat jaki wybrałeś – zawsze mam mokro jak widzę gdzieś jakiegoś dostawczaka. :D

    Pozdrawiam – Ola. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: