Koń przemawia #1

Byłem chwilę za granicą. 2 tygodnie w Szwajcarii, potem tydzień w Austrii. Wróciłem do tej naszej chorej Polski jedynej. A mój weltschmerz tylko się powiększył.

Oglądając wszystko co tam było, siedząc sobie na fajce w przerwie od pracy doszedłem do wniosku, że tu nie o rządzących chodzi. To nie PO ani PiS są winni. Tam jest inna kultura, inni ludzie. Tutaj nie ma takiego wychowania. Każdy patrzy tylko na swój nos. Jeden cwaniak przez drugiego trzecim poganiany. Dziady. Na podwórkach chlew. Na drogach błoto. W głowach siano. Wieś tańczy i śpiewa.

Za kierownicą spędziłem tam też troszkę czasu. Każdy patrzy dookoła czy nikomu nie przeszkadza. Na górskiej drodze jak podjeżdża za wolno, to zatrzymuje się w zatoczce i Cię przepuści. „Share the road”. Bo nie jesteś na drodze sam.

Przyjechałem tutaj. Pierwsze wyprzedzanie w Polsce i od razu idiota mi się trafił. Zaczął przyspieszać. Było dużo miejsca i bym bez problemu wyprzedził, gdyby tamten jechał ze stałą prędkością. A z naprzeciwka jechał samochód. Ledwo się wyrobiłem. Takich ludzi od razu bym zsyłał do kamieniołomów. Ale uprzednio biczowanie. (Po namyśle stwierdzam, że jednak pałowanie, jak za czasów milicji).

Dalej. Jadę sobie przez jakąś wioskę, a tam pod sklepem chleją. Starzy, młodzi. Wiek nieważny. Chleją. Znam takich. Ojciec chleje z synem. Pod sklepem. No, ku*wa faktycznie, ale przykład dla młodego. Super, pozna życie. Bo posłucha durnych historii, jak to za komuny nic nie było, ale tatuś bohater wynosił z zakładu pracy co się dało, a potem wymieniał się z innymi, którzy mieli co innego (też kradzione). „Dzięki temu, synku, jakoś się nam wiodło. A teraz to pracy nie ma, wszystko drogie…” I ogólnie BÓL DUPY, bo ktoś nauczył się kraść lepiej, niż on. Bo on kiedyś pracując w cukrowni kradł cukier, a ten pier*olony …[tu_wstaw_nazwisko_znienawidzonego_polityka] teraz kradnie NASZE PINIENDZE Z PODATKÓW. Żebyś Ty, tumanie, nie kradł, to byś miał prawo teraz narzekać. A tak, to morda w kubeł i do roboty. Bo „kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień.”

[I wziął Piotr łyk piwa. I czuł Piotr, że było dobre.]

Ile można wylewać swoje bóle w internecie? Jak się okazuje – bez końca. Zawsze się znajdzie temat. Na przykład ostatnio – oglądam sobie youtube. Trafiłem w końcu na filmik, jak młody człowiek narzeka, że po tym, jak jego kolega znalazł sobie dziewczynę, stał się dla niego niedostępny. Już nie mogą wyjść razem pić, bo nie ma kiedy. A i nie ma po co, skoro jeden już ma dziewczynę. Przecież nie pójdzie z kumplem „na dupy”, bo już ma. Następny filmik. Boli, że rodzice wcinają się do prywatnego życia, że mówią Ci nawet o której godzinie masz iść spać. Jeśli masz tego rodzaju problemy, na szczęście mam dziś dla Ciebie dobrą wiadomość: TO SIĘ KOŃCZY. Czas leci (wbrew pozorom – bardzo szybko), dorastasz, znajdujesz pracę, w końcu masz pieniądze, które możesz przeznaczyć na swoje zainteresowania, albo swój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. I powoli zaczynasz mieć w dupie to, że nie ma z kim iść „na browca” w piątek. Bo taki piątek się trafia raz na dwa miesiące, albo rzadziej. Alkohol już tak nie bawi. Nie bawi podrywanie dziewczyn, bo poderwać się dają nie te, których naprawdę pragniesz. Zaczynasz szukać „tej jedynej”. Dochodzisz do wniosku, że to wcale nie ta, w której podkochiwałeś się od liceum. Po kilku samochodach „za tysiaka”, w końcu kupujesz sobie porządny. Który będziesz miał długo. Okazuje się, że przez rok ładujesz w niego więcej kasy, niż wcześniej przez rok władowałeś w kupowanie szrotów, naprawianie ich i sprzedawanie za pół ceny. Nudzisz się, bo wcześniej przez 2 lata 7 razy zmieniałeś auto, a teraz od roku masz jedno i to samo. Rzucasz pracę, bo nie daje Ci satysfakcji. Jedziesz za granicę, a tam okazuje się, że praca jest jeszcze gorsza niż tu. Znaczy – sama praca nie, ale szefostwo, płaca i ogólne nastroje podczas każdego „dnia pracy” już tak. A języka nie znasz, więc jak próbujesz się porozumieć to patrzą na Ciebie jak na debila. Więc rzucasz to w*izdu. Wracasz do Polski. Wracasz do zapchlonej dziury, zabitej dechami. Ale tu przynajmniej każdy rozumie, co mówisz. A jeśli nie rozumie, to ON jest debil. Bo znasz dobrze polski. Więc zakładasz kolejnego w swoim życiu bloga i wylewasz tam swoje… Zaraz… O czym to ja…

Moi kochani młodzi ludzie (bo sam przecież jestem taaaaaaaaaaki stary, 25 lat :D), te problemy mijają. Im szybciej na to wylejesz, tym lepiej. Połowa klasy ma ajfona a Ty nie? No i co z tego. Dla większości z nich to jest jedyne, co mają (i nie chodzi mi o finanse – po prostu jedyne czym ta osoba może zainteresować resztę to fakt, że ma najnowszego ajfona). Idźmy dalej. Pół miasta ma o Tobie złe zdanie, przez jedną osobę, która rozpowiedziała na Twój temat plotki? No i co z tego. Spokojnie. Potem i tak okazuje się, że poznajesz osobę, którą „życzliwi” ostrzegali przed Tobą (chociaż Cię nie poznali), a Ciebie też przed nią ostrzegano. A wbrew im wszystkim macie się dobrze, spotykacie się, jesteście niby wyrzutkami, ale to tworzy między Wami genialną więź. Okazuje się, że nie potrzebujecie ich „świetnego” towarzystwa, a sylwestra spędzacie nie na imprezie, na której „trzeba się pokazać”, tylko sami w domu, przed komputerem, gdzie oglądacie film. Ale nie ten film jest gwoździem programu (jeśli wiesz co mam na myśli)…

A dopóki mieszkasz z rodzicami, zaakceptuj ich jakieś „zasady”. Dostosuj się. Jak się dostosujesz, a oni to zauważą (a zauważą) to spróbuj negocjować. Zazwyczaj spokojna rozmowa na chłodno, przy okazji wspólnego śniadania, które przygotowałeś/łaś da dużo więcej, niż próby wykłócania się przez telefon podczas trwającej imprezy, że chcesz zostać do końca, a nie do 23. Jeśli chcą, żebyś wrócił o dwunastej, wróć o dwunastej (a najlepiej za pięć). Negocjacje przed, a nie w trakcie. A potem trzymanie się umowy. Oni muszą Ci zaufać, żeby Ci pozwolić na więcej. A żeby Ci zaufali, musisz im dać do tego powody. Zaufania się nie dostaje „z przydziału”. I mówię Ci to nie jako „trzeci rodzic”, ale jako Twój człowiek w „świecie dorosłych”. :D Przechodziłem przecież przez to sam. Wcale nie tak dawno. I tego rodzaju rady gdzieś przeczytałem, zastosowałem w życiu, wymagało to trochę cierpliwości, ale naprawdę pomogły. Znacznie. No, ale nie pomogą Ci w żaden sposób, jeśli nie będziesz potrafił zrezygnować z jarania zielska codziennie (to tylko przykładowa używka, wstaw tu sobie co chcesz) i codziennie przychodzić będziesz „spizgany”, nieużyteczny dla domu i bez żadnych ambicji, żeby poprawić te 7 przedmiotów, z których jesteś zagrożony. Bo AŻ TAK rodziców nie nagniesz pod siebie.

Miało być o tej naszej sku*wiałej ojczyźnie jedynej, a wyszło, że opisałem problemy nastolatków :D. No ale to i tak wszystko się zazębia. Wszystko dotyczy mnie po trochu i Was też. Więc jakoś tam jestem usprawiedliwiony. Zresztą. I tak nikt mi za to nocne pisanie nie płaci, więc nie czuję się winny w żaden sposób. Dziękuję, dobranoc. To była część pierwsza nowej serii KOŃ PRZEMAWIA. Czemu koń? To już historia na inny wpis.

Piotr Wiśniewski

Otagowane

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: