Category Archives: O konkretnym aucie

Koń przemawia #3. To jest właśnie takie „NIBY”

Opel omega wywołuje we mnie mieszane uczucia. Rano nienawidzę go za bycie GÓWNEM, bo ma masę tzw. wad wrodzonych (czyli elementów, które się psują w KAŻDYM PIER*OLONYM EGZEMPLARZU, o czym jest na forach milion tematów), by wieczorem wygodnie wracając ze Sztumu uznać, że ten samochód będzie u mnie jeździł tak długo, aż go oddam na złom. Jedno jest pewne – drugi raz nie wydam tyle kasy na OPLA. Fakt, wygodne auto, w miarę nowoczesne, ładne, komfortowe. Ale kiedy miałem mercedesa w124, kupionego okazyjnie od brata za 2000 zł (pozdro Michu :D), wiedziałem że mogę w niego wsiąść i jechać na koniec świata CHOĆBY DZIŚ. Muszę mieć tylko kasę na paliwo. W omedze niby* też nic nie powinno się posypać, bo jest dość toporna, ale jednak nie daje tego komfortu psychicznego, takiej beztroski podczas jazdy, jaką dawał merc. Ciągle się martwię, że ten RZĘCH się rozsypie.

// * – Ale „to jest właśnie takie NIBY”, jak to mawiamy z bratem.

Wracając jednak do balerona – wiadomo, że to najlepsze obecnie dostępne auto pod tym względem. Za jego kierownicą nie martwi się człowiek O NIC. Ale jak go w końcu kupię, to będzie mi brakowało takich pierdół jak klima, elektryczne szyby, czy choćby sterowanie radiem z kierownicy… (To niby tylko małe udogodnienie, ale do dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja :p). Bo o ile można znaleźć merca z elektryką i klimą (a nawet z webastem, czego – nawiasem mówiąc – w omegach zabrakło), to ceny takich egzemplarzy są wyższe, a nadal będą to tylko bajery, które w 30 letnim aucie mają już prawo nie działać do końca sprawnie. Jednak rezygnując z bajerów w zamian dostanę auto z silnikiem diesla, który mało pali i jest bezawaryjny. Do tego komfort, PRESTIŻ :D, DUPECZKI HEHE, gwiazda na masce, no i beztroskę podczas prowadzenia. A i bokiem poleci nie gorzej niż omega (sprawdzone doświadczalnie). Wszędzie wjedzie, wszystko zniesie, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję… :D Baleron to auto wierne jak pies. Najlepszy przyjaciel człowieka.

Ostatnio wymieniałem tuleje przednich wahaczy w oplu. W przydomowym warsztacie kolegi mojego taty. Nie miał zbytnio czasu, więc zadeklarowałem, że będę robił wszystko sam, najwyżej nieraz go o coś zapytam i mi pomoże wybić stare tuleje i wcisnąć nowe. Jakże mało wiedziałem o życiu w tamtym momencie… Gdybym NAPRAWDĘ został z tym wszystkim sam, to mógłbym tylko siąść i płakać. Wyjąć wahacze jeszcze nie jest tak trudno. Ot, odkręcić trzy śruby. Trochę pomyślunku, trochę sprytu, trochę siły fizycznej :p i jakoś poszło. Do jednej śruby był utrudniony dostęp, więc poradziłem się fachowca którego klucza najlepiej użyć. Ok, wahacz wyjęty. Teraz tylko chwila, wybić stare, wcisnąć nowe… Taaaa… Dwie osoby i 15-20 minut ostrego napieprzania młotkiem i przecinakiem. Na jedną tuleję. Jasne, że można to było zrobić łatwiej. Ale nieraz brakuje jednego narzędzia i cały sposób daje w łeb. Takiej mechaniki pojazdowej nie lubię. Jeśli trzeba wykręcić jedną część i przykręcić nową, to spoko. Najlepiej jak jest łatwy dostęp, albo przynajmniej względnie łatwy. Diagnozowanie usterek też jest ciekawe. Ale wybijanie tych tulei to było kurwa KOWALSTWO. A ja durny chciałem się za to zabrać z moim dobrym kolegą Maćkiem, pod moim domem. Bez podnośnika, bez prasy, bez odpowiednich narzędzi… Dramat. Cztery tuleje, cztery godziny pracy.

2016-04-04_13.07.20

„Patrzcie, ja pracuję! Czy wszyscy widzą? Weź niech będzie widać że mam brudne ręce…” :D

Podejrzewam że zwykły mechanik mając wszystkie narzędzia zrobiłby to w półtora godziny. Nawet satysfakcja mi nie została, bo nie poszło mi to wcale sprawnie, gubiłem się, a bez pomocy kolegi mojego taty nic bym nie zrobił. Wyjąłbym najwyżej wahacz. No, ale przynajmniej teraz wiem z czym to się je, i że następnym razem będę wolał komuś zapłacić i niech on to sam robi :D. Myślałem, że mój genialny mózg i pozostałości po mięśniach zyskanych dzięki uprzejmości firmy PKP Energetyka :D wystarczą i dam radę. Niby dałem. Ale to jest właśnie takie NIBY. Stwierdziłem, że NIGDY WIĘCEJ NIE KUPIĘ OPLA. Pan Janek odpowiedział, że w VW z tulejami jest to samo. Wtedy właśnie dotarło do mnie, że nie jestem mechanikiem :D, a przynajmniej nie mechanikiem tego typu. Trudniejsze rzeczy niech zrobi fachowiec. Fakt, trzeba mu zapłacić, ale zazwyczaj on to zrobi szybciej, lepiej i wcale nie tak drogo, jak by się wydawało, biorąc pod uwagę trudność zrobienia tego pod domem. Ja żeby to zrobić drugi raz, musiałbym polubić WALENIE MŁOTEM. A mechanik – mając odpowiednie narzędzia i wiedzę – nie będzie potrzebował KURWA KUŹNI.

 

No. Poprzeklinałem sobie, wypłakałem się :D, wracamy do rzeczywistości. Posklejałem sobie połamany tzw. hokej pod lampą, taką plastikową zaślepkę. No ale jeszcze trzeba było ją pomalować na jednolity kolor, żeby nie było widać kleju. Miałem resztę czarnego SZPRAJA po malowaniu błotnika :D, więc pomalowałem oba hokeje na czarno. A skoro miałem wyjęty grill, to w nim srebrne elementy też walnąłem w ten kolor. Na początku tylko na próbę, bo mam jeszcze drugi grill, który został srebrny. Ale wygląda fajnie, więc tak zostało.

20160317_153244.jpg

Nie wiem czy wiecie, ale ta modyfikacja zwiększa liczbę koni o jeden – zostaje nim posiadacz, który wpadnie na taki pomysł. Do zobaczenia na najbliższym zlocie tuningowym! :D

Piotr Wiśniewski

Ponadczasowe karoserie: Mercedes-Benz W115

Jednym z aut, które można bez obaw tankować w biedronce olejem roślinnym, a mimo to przewiozą nas w komforcie i prestiżu, jest Mercedes W115 – piękne, klasyczne już auto. Ponadczasowa sylwetka nadal przyciąga wzrok i cieszy, mimo że od początku produkcji minęły już 44 lata. Należy w tym momencie wspomnieć, że model był również oznaczany jako W114, a jedyne różnice pomiędzy tymi dwoma, to silniki. Wszystkie sześciocylindrowe egzemplarze nazywały się W114, a wszystkie cztero- i pięciocylindrowe – W115. Produkowany był w dwóch wersjach nadwoziowych – coupe i limuzyna.

Oczywiście rozsądniejszym i tańszym zakupem okazałby się młodszy następca – W123 – czyli popularna beczka, a najlepiej wyjdziemy w ogóle na W124, jednak to nie rozsądek każe nam kupować takie klasyki. Podstawowy silnik diesla 2.0 dysponował mocą niewielką, aczkolwiek wystarczającą. 55 koni mechanicznych nie rzucało autem na zakrętach, ale zapewniało niezawodność i niskie spalanie. Chociaż jak jeszcze tak chwilę pomyśleć, to niewielka moc i spora masa auta pełniły rolę podobną do dzisiejszych systemów ASR, zapobiegających buksowaniu kół przy ruszaniu. I sobie ludzie radzili bez elektroniki.

Ale tak serio, to nic konkretnego nie wiem o tym wozie. Tylko tyle, że jest śliczny. Chętnie bym kupił sobie takiego z dwulitrowym dieslem, licząc że zaspokoi moje najskrytsze pragnienia na ośnieżonym parkingu pod lidlem, a latem będzie po prostu spokojnie jeździł na tanich alternatywach oleju napędowego. Jest to nienazwana jeszcze wtedy klasa E, która – jak się okazało wiele lat później – zapewnia komfort i prestiż, nawet jeśli za przejeżdżającym wozem ciągnie się woń frytek.

Szukając zdjęć tego auta znalazłem to, które widzicie powyżej. Chwilę się zastanawiając doszedłem do wniosku, że skoro to RWD, to powinien chyba zakręt brać inaczej… Więc uruchomiłem gimpa i wziąłem się do roboty. Poniżej rezultat.

Oczywiście to tylko żart, ta limuzyna nie została przeznaczona do driftu i takie zabawy mogłyby się źle skończyć. Ale obrazek przerobiony został dla zabawy, także proszę nie płakać. Jestem w pełni świadomy, że prestiż tego samochodu powinien zniechęcać kierowcę do takich wyczynów, a części mechaniczne sprzed 40 lat nie mają obowiązku wytrzymać wariactwa tego rodzaju. Ale wygląda fajnie i o to chodziło.

Nie będę Wam szukał i wklejał tu więcej zdjęć, chcecie to znajdziecie je pod hasłem w114 albo w115. Niesamowite są te niemieckie klasyki. Po tylu latach nadal zachowują swą dostojność i klasę. Te nadwozia są zwyczajnie ponadczasowe. To samo mogę powiedzieć o Audi 100 (C2, C3), VW Passacie (B2), a także Mercedesie klasy S (W116 i jego następcy). Nie można też zapomnieć o szwedzkim Volvo, serie 200 i 700 to naprawdę udane samochody, służące niezawodnie do dziś. Spójrzcie na drogi i zastanówcie się, które z współczesnych aut będą wyglądały dobrze za 20 lat. Wiele z nich wygląda jakby celowo były robione brzydkie, by jarała w nich tylko nowość i by po kilku latach naprawdę zbrzydły i trzeba było kupić sobie nowy żeby nie rzygać codziennie przed jazdą do pracy. Przykład? Nowa Corolla (stare były świetne), Alfa Romeo Giulietta, Chevrolet Aveo…

… 2 minuty później …

I… zgubiłem wątek bo musiałem wyjść zwrócić. Co za paskudy… Ale za to Kia Cee’d jest świetna, mimo że tania. Można? A Peugeot 407 SW, Citroen C4 Grand Picasso, Renault Laguna? No i oczywiście na czele Volkswagen Passat (B7 oraz nowe CC). Można robić nowe ładne auta. Da się. A kto nie robi ten trąba.

Zapraszam Was do przesłuchania poniżej przyjemnego kawałka trance’owego. Możecie sobie wyobrazić daleką podróż wygodnym samochodem z Waszymi ludźmi, spanie w namiotach, zabawy nad jeziorem, lato, beztroskie młodzieżowe libacje, wszystko za czym tęsknicie. :D Świetna muzyka.

Wiem, że chętnie byście poczytali moje filozoficzne wywody :D, niestety jednak na razie nie mam nic nowego. Ale nie bójcie się – myślę o tym cały czas. Jak coś wymyślę to nieomieszkam się tym pochwalić.

Pozdro.

Chevrolet Volt

Witajcie. Przez długi czas byłem przeciwnikiem elektrycznych samochodów. Bolała mnie ich „bezduszność”, brak ryku silnika i chyba ogólnie – nowość. Zmieniło się to z chwilą obejrzenia na TVN Turbo reportażu o elektrycznej wersji lotusa elise. Marcin Orzepiński podczas jazdy wcisnął w nim gaz do deski, a wtedy ślicznie widać było wielki moment obrotowy generowany przez silnik na prąd, który pchał auto do przodu, a kierowcę wciskał w fotel. Wtedy zacząłem lubić elektryczne auta. Bo skoro dają tyle zabawy, to można przeboleć brak przeszywającego ciało ryku silnika V8 ze starego Camaro, albo 5 cylindrów z rzadkich benzynowych wersji Passata B2 (nie no, prawdę mówiąc to nie można tego przeboleć, ale o tym za chwilę). Do tego dochodzi oczywiście oszczędność pieniędzy, bo koszt przejechania 100 km jest w aucie elektrycznym o wiele mniejszy od tego w konwencjonalnym pojeździe.

Dziś będzie o kolejnym nowym samochodzie, który nigdy nie dorówna starym VW (T3 i Passatowi), ale przynajmniej coś sobą reprezentuje i ma coś ciekawego do zaoferowania. Chevrolet Volt. Nowe auto napędzane silnikiem elektrycznym, które w razie rozładowania baterii uruchamia spalinowy generator prądu, który wydłuża znacznie zasięg. Przy czym zasięg (600km) jest tu zaletą tylko dlatego, że jest to auto elektryczne, bo już 20 lat temu diesle mogły bez tankowania przejechać 2 razy więcej. Ale widać postępy w technologii. I bardzo mi się to podoba.

Bez używania paliwa możemy przejechać niestety tylko 80 km, ale to wystarczy do codziennego dojazdu do pracy i ewentualnie po zakupy (co wytłumaczyli mi spece od reklamy Chevroleta na jakimś filmie z youtuba). Po przejechaniu tego dystansu uruchamia się silnik 1.4 i daje prąd do silnika elektrycznego. To bardzo ciekawe rozwiązanie, bo zwykle do elektryka dołączał silnik benzynowy i razem napędzały koła. Tutaj silnik spalinowy daje tylko prąd, który napędza silnik elektryczny, a ten dopiero – sam – wprawia auto w ruch.

Zatem w pełni napędza nas przez cały czas silnik elektryczny, który ma moment obrotowy tak wielki, jak porządnie stuningowane 1.9 TDI. Czyli duży. 368 NM to ogrom, zapewniam. Porównajmy to z silnikiem 1.6 TD z passata b2, który naprawdę (poważnie) potrafi wcisnąć w fotel i mknąć z zawrotną prędkością: stary VW osiąga maksymalnie 133 NM, waży 1200 kg, Volt ma 500 kg masy więcej, ale dysponuje momentem niemal TRZY RAZY WIĘKSZYM! Co tam się musi dziać?! A samochód elektryczny osiąga maksymalny moment obrotowy już od pierwszego obrotu silnika! Nie ma turbo laga, nie trzeba czekać na wysokie obroty. 368 NM dostępne od ręki. Fajnie? A co powiecie na to – ta ciężka landara do setki przyspiesza w około 9 sekund! Dokładnie, seks!

Z przodu i przodo-boku wygląda świetnie. Bez ściemy. Wnętrze też ma dość ciekawe, podoba mi się i chętnie bym polatał takim autem. Jednakże to wnętrze ma pewne wady, które już ktoś odkrył i przedstawił na youtubie. Otóż na panelu środkowym nie mamy zwykłych topornych przycisków, tylko nowoczesne, dotykowe – na płaskiej powierzchni jest jakiś tekst, wciskamy go i uzyskujemy efekt. Jak ma to działać podczas jazdy? Mknę sobie cichutko, elektrycznie, wtem zrobiło mi się za ciepło, chcę włączyć klimatyzację. W zwykłym samochodzie wystarczy ruch ręką i rozpoznanie dotykiem, gdzie jest pokrętło lub przycisk odpowiedzialny za zmianę ustawienia, po czym użycie go. Tutaj bez spojrzenia na konsolę ani rusz! Czy to jest zatem auto do stania pod domem? Bo tylko w takim wypadku widzę sens w odrywaniu wzroku od drogi żeby zmienić ustawienie ogrzewania czy radia! (Zresztą szukanie jakiegokolwiek przycisku podczas jazdy jest zarezerwowane dla idiotów.) Shame on you, Chevy! Niepotrzebny, niebezpieczny bajer. Ale poza tym w środku jest fajnie :D. A możliwe, że w tańszych wersjach wyposażeniowych tego panelu nie będzie, na co liczę.

Tak. Czyli mamy bardzo ciekawą pozycję do sprawdzenia, zanim podejmiemy decyzję jakie nowe elektryczne auto kupić (KTO DO JASNEJ MA TAKIE PROBLEMY?! :D).

Teraz wrócę do nieodżałowanych silników spalinowych. Otóż nie potrafiłbym zrezygnować zupełnie z ryku V8 albo gangu pięciu cylindrów na rzecz auta elektrycznego. Mógłbym jeździć po cichu, ale jedynie wiedząc, że w garażu mam ślicznie brzmiący wóz, którego w każdej chwili mogę stamtąd wyciągnąć i zabrać na przejażdżkę. Głośną i paliwożerną przejażdżkę.

Bo jednak samochód powinien spełniać też jakieś wymogi estetyczne, a jednym z nich jest dźwięk silnika. Ciche „Szszszszszszsz……..” to raczej nie coś, do czego byłem przyzwyczajany i na co byłem nakręcany od najmłodszych lat przez telewizję i społeczeństwo. Samochód to już od dziecka było dla mnie „wrum wrum”. Nie jakieś „szszszszsz….”

– No ale świat idzie do przodu?

Nie. Świat nadal kocha „wrum wrum” i dopóki będziemy mogli jeździć na benzynę, to elektryczne auta pozostaną ciekawostką. A z moim zamiłowaniem do dalekich wyjazdów, wóz na prąd nie będzie nigdy tym głównym, najbardziej „jeżdżonym”. Może będzie jedną z wielu zabawek, stojącą w wielkim podziemnym dubajskim garażu, a może nigdy sobie takiego auta nie kupię.

A na koniec powiem o swoim bólu połączonym z dziwnym poczuciem, że coś mnie łączy z designerami Chevroleta. Otóż tak jak ja za młodu, gdy rysowałem samochody, tak teraz oni NIE POTRAFIĄ zaprojektować NORMALNEGO tyłu auta! I nie byłoby w tym nic złego, bo ja przecież też nie umiem, ale ja przynajmniej nie biorę się za to zawodowo! No bo dla kogo oni to zaprojektowali? Czy tył auta naprawdę musi wyglądać tak paskudnie jak w priusie? Bo jeżeli to był Wasz cel, twórcy Volta, to w mojej ocenie powinniście dostać premię.

Ale co bym nie powiedział, to i tak nic temu autu nie zabierze jego urody z każdej innej strony niż tył i fajnej koncepcji napędu. Mimo że to FWD, więc podrifcimy jedynie zimą. Ale baterie ładują się w 4 godziny, więc nie jest tragicznie. Na dojazdy do pracy bez wydawania na paliwo – w sam raz. Maksymalnie ma polecieć 161 km/h. Czyli podobnie jak Passat 1.6 TD. Produkowany do 1988 roku. Tak jest, najmłodszy z nich ma teraz 24 lata. Prędkość została sprawdzona całkiem niedawno, oczywiście na niemieckiej autostradzie bez ograniczenia prędkości.

Auto ma milion elektronicznych bajerów i udogodnień dla kierowcy i pasażerów, a także systemy i urządzenia zwiększające bezpieczeństwo. O tym wszystkim poczytacie już na oficjalnej stronie – KLIK.

Ale patrząc przez pryzmat priusa i innych nowych, plastikowych wozów, to nawet fajna opcja. I chociaż nie zrobi „wrum wrum”, to przynajmniej powciska w fotel lepiej niż niejedna benzyna. No chociaż tyle. :D

Wiśnia.

Otagowane ,

Wady Transportera T3

Siódmy wpis w grudniu

Pomyślałem że dam Wam jeszcze w grudniu coś do poczytania. To będzie zatem kolejny nudny wpis o Busie T3. Dziś jednak nietypowo, bo jedynie o jego wadach. Być może przekonacie się, że i ja jestem czasami obiektywny. Czytaj dalej

Otagowane , , , ,

Nowy rodzinny van „za rozsądną cenę”

Więc, ojcze rodziny, postanowiłeś kupić samochód. Nowy samochód. Czytając tego bloga jesteś przekonany, że polecę Ci Volkswagena. Znając moją infantylność dochodzisz do wniosku, że to może być nawet Scirocco. I już chcesz pewnie wychodzić, ale zostań. Zostań i zobacz, co dla Ciebie przygotowałem. Bo chociaż jestem przekonany o wysokiej jakości produktów Volkswagena, to znam też jego ceny i wiem, jak one odstraszają, jeżeli się je porówna z cenami konkurencji. A Ty chcesz kupić vana na 7 miejsc. Możesz kupić Sharana lub Tourana. Ale najtańszy Touran w dieslu to wydatek 83 tysięcy złotych. Za Sharana TDI zapłaciłbyś 110 tysięcy.

Widzę Twoją minę. Wszak od tych cen dopiero zaczynamy, w wersjach podstawowych, a gdzie tu dodatkowe wyposażenie? Ale nie bój się. Przybywam z odsieczą. Samochody rodzinne produkuje bowiem także Chevrolet. Przed Tobą zatem Orlando – piękny van, który w standardzie ma 7 siedzeń, klimę, radio mp3, a bezpieczeństwo Ci zapewni dzięki sześciu poduszkom powietrznym, a także systemom ABS i ESC. Wszystko to bez żadnych dopłat. Cena diesla 2.0 o mocy 130 KM, z ręczną skrzynią biegów, to 72 tysiące zł (możesz też zdecydować się na benzynę 1.8, 141 KM, wtedy za auto zapłacisz 12 tysięcy mniej). Teraz spójrz na to auto i spróbuj znaleźć sposób, by powiedzieć, że nie jest śliczne:

Czytaj dalej

Otagowane , , ,

Króciutki filmik z busem T3

Natknąłem się przypadkiem na busika T3 w Toruniu, więc musiałem go nagrać. Poniżej rezultat, specjalnie dla Was, exclusive footage.

Pozdro.

Otagowane

Salonowe rozdziewiczenie. Nowe Scirocco (2008)

Jedną z moich licealnych miłości było Scirocco mk2. Zobaczyłem je w Sztumie idąc ze szkoły. Po prostu jechało sobie ulicą. Ciemnozielone Scirocco GT II. Zakochałem się wtedy w tych kształtach. Wszystko tworzyło tak pięknie dobraną kompozycję… Kanciaste coupe, niewielki body kit, błyszczący lakier, gumowy spojler na tylnej klapie… Nadal gdy go widzę dziwnie ciaśnieją mi spodnie.

I wtedy w liceum, po jakimś czasie jarania się tym autem, zacząłem się zastanawiać dlaczego nie ma następcy. Czy i kiedy się pojawi? Jak będzie wyglądał? Gdzieś dosłownie z tydzień po tym ujrzałem na stoisku gazetę, chyba Auto-Świat. Na okładce widniał koncepcyjny IROC! Ucieszyłem się, bla bla bla…

5 lat później.

Kilka tygodni temu zapisałem się przez stronę VW na jazdę próbną Scirocco. Czytaj dalej

Otagowane , , , , , ,

Mini Morris – słów kilka o brytyjskim maluchu

Poświęciłem kilka chwil na poznanie Miniacza, czyli samochodu, który zmotoryzował Wielką Brytanię. Tak ogólnie, to znam to auto chyba od zawsze, ale nigdy mnie jakoś nie zajarało. Ot, takie małe gówienko, które ma przedni napęd, mały silnik i miejsce w środku dla czterech… dzieci. Bez rodziców.

Czytaj dalej

Otagowane , , ,

Króciutko o Lanosie

Jakiś czas temu znajoma przewiozła mnie (i moje słitaśne rodzeństwo) Lanosem swoich rodziców. I o ile zawsze byłem przeciwnikiem marki Daewoo, a ona się tego co najmniej domyślała, to postanowiłem nie komentować auta, bo jednak miałem przejażdżkę za darmo i w miłym towarzystwie. Siedziałem z tyłu za fotelem kierowcy, którą to funkcję oczywiście pełniła „właścicielka” auta. Miała fotel tak przysunięty do przodu, że zatkało mnie to ile jest dla mnie miejsca z tyłu – ogrom! Oczywiście przy przednim fotelu tak przysuniętym do kierownicy, że jak poszedłem tam wsiąść to ledwo byłem w stanie zamknąć drzwi, a nogi miałem podkulone i oparte na desce rozdzielczej, bez możliwości dotykania pedałów.

Powyżej od razu możecie zobaczyć (to tak dla niepowiązanych z motoryzacją) jak wygląda Lanos. I co nim można zrobić jak się ma sprawny ręczny. Głównie chodzi mi o pierwsze 6 sekund. :)

No ale fakt faktem – miejsca z tyłu trochę jest. Mogłaby się odsunąć do tyłu o 8-10 cm i nadal siedziałbym wygodnie. A do niskich nie należę. W sumie ilość miejsca dla pasażerów z tyłu jest jednym z ważniejszych kryteriów, według których oceniam auta. Kanapa była niesamowicie wygodna gdy rozwaliłem się na wpół leżąco. Czułem się tam jak wysokiej rangi gangster jadący ze swoimi ludźmi sprawdzić co się dzieje na dzielni :D. Jeszcze tylko ciemne szyby z tyłu i byłbym zupełnie anonimowy. Gangster w Lanosie, czujecie?… Nie?… Nikt? :D

Technikaliów auta nie będę omawiał, bo sam go nie prowadziłem. Wiem jednak, że tamta przejażdżka dodając nowe doświadczenie do mojej jeszcze skromnej puli zmieniła nieco moje podejście do Lanosa. Wiadomo że nigdy nie zaufam mu tak jak autu niemieckiemu, ale jakby się okazja trafiła żeby kupić tanio takiego Daewoo z LPG, to… Nie no, bez przesady. Nie kupiłbym. I tak już dużo robię kończąc z wyśmiewaniem tych aut. Ale nie zamierzam żadnego nabywać choćby z tego względu, że w tej samej cenie mogę kupić Volkswagena z silnikiem diesla. A Lanosy były tylko benzynowe.

Miało być krótko, to nie przedłużam: nie jara mnie to auto, chciałbym zrobić nim parę rundek zimą i to wszystko. Nie kupiłbym, bo dla mnie to bezsens.

Piona! :)

Otagowane ,

Pierwszy samochód – oto najlepsza opcja dla niemal każdego

Zrobiłeś prawko, uzbierałeś/masz_od_rodziców kilka tysięcy* parę złotych na samochód. Co dalej? Ano chętnie Ci pomogę w wyborze Twojego pierwszego auta!

Możesz czuć pewien dyskomfort będąc tak ograniczonym przez kwotę, jednak nie masz się czego bać. Nadal możesz wybierać spośród wielu aut. Masz do wyboru ogrom typów nadwozi, wiele silników i różne rodzaje napędu.

Pierwszy samochód - golf 2
Golf II

Czytaj dalej

Otagowane , , , , ,

VW Multivan T3

Dobry kolega taty ma Multivana T3 Bluestar Hannover Edition, czyli najbardziej podobającego się większości ludziom busa. Prostokątne lampy, zderzaki w kolorze nadwozia, wszystko „nowoczesne”. Jak na lata osiemdziesiąte oczywiście. W środku rozkładany stoliczek, siedzenia z podparciami na ręce, poza tym automatyczna skrzynia biegów i silnik typu boxer, chłodzony cieczą, o pojemności 2.1 litra. 95 koni mechanicznych, z tego, co wiem. Do tego instalacja gazowa. Ot, taki ideał.

Tak się fortunnie złożyło, że pożyczyliśmy go do przewiezienia czegoś większego i oczywiście ja prowadziłem :D. 200 przejechanych kilometrów można określić nie tylko mianem jazdy próbnej, ale wręcz swego rodzaju testem tego auta. Poprzednie doświadczenia z busem dały mi pewien obraz, który mam do dziś, jednak błękitny kanciak z mazur w jakiś sposób go zmienił. Na pewno dlatego, że miałem ogromne wymagania dotyczące tego auta. Byłem przekonany, iż jest on najidealniejszym wozem pod słońcem. No ale zacznijmy od początku. Czytaj dalej

Otagowane , , , , ,

Volkswagen Bulli – powrót legendy

Stało się. W salonie w Genewie zaprezentowany został pomysł na… odświeżenie legendy. Koncepcyjny VW Bulli to już drugi „powrót króla” ze stajni Volkswagena, jednak mam ogromną nadzieję, że ten trafi do seryjnej produkcji. Już tłumaczę dlaczego.

Fot. Bogusław Korzeniowski
Fot. Bogusław Korzeniowski

Nawiązujący do Transportera pierwszej generacji nowy Volkswagen jest bardzo ciekawym autem. Już sam wygląd zewnętrzny jest czymś zupełnie innym niż to do czego zostaliśmy w Europie przyzwyczajeni. Kanciasty, klockowaty kształt bardziej przypomina niektóre JDM‚owe pojazdy (Scion xB, Nissan Cube), do tego malowanie w stylu pierwowzoru – jak dla mnie wygląda świetnie. Czytaj dalej

Nie wiem jak to zatytułować, Passat B2

To ma urok, kiedy jadąc starym, zdezelowanym samochodem musisz walczyć na każdym kilometrze o to, by nie wylecieć z trasy. To ma urok, gdy jedziesz sobie powoli dlatego, że każde zwiększenie prędkości o wiele zmniejsza stabilność auta, i gdy wozisz się niską prędkością, czerpiąc mimo wszystko przyjemność z jazdy. To ma urok i jest ciekawym doświadczeniem. I jak się do tego przyzwyczaisz, jest naprawdę miło. Wiesz, że Twoje bezpieczeństwo zależy w dużej mierze od tego jak będziesz jechał. Jeżeli nie skupisz się odpowiednio… hmm… Lepiej może tego nie rozważać. Dlatego nigdzie się nie spiesząc jedziesz oszczędnie 70-80 na godzinę albo jeszcze mniej i nikt Ci nie może powiedzieć, że się wleczesz. Jest to bowiem uzasadnione.

Zdecydowanie rozpoznawalny już w okolicy Passat B2 wraz z legendarnym wśród moich znajomych busem T3.

Jednakże, kiedy w końcu ponaprawiasz co trzeba w swoim cudeńku… Kiedy wymienisz części, które są już tak zniszczone, że właściwie powinny się rozsypać dawno temu (ale działały, bo to w końcu pieprzone VW)… Zaskoczą Cię możliwości Twojego auta. Jego styl a nawet gracja.

Czytaj dalej

Otagowane , , , , , , , , , , ,

Passat B2 i o wyborze samochodu słów kilka

Ostatnio częściej jeździłem Fordem Galaxy szwagra niż naszym rodzinnym Passatem. Byłem zadowolony, bo zdecydowanie czułem się w nim bardziej bezpiecznie. Odpowiednie zimowe opony, duża masa (duża stabilność), dość długa strefa zgniotu :) oraz – co najważniejsze – ABS. System, dzięki któremu zatrzymasz się zdecydowanie szybciej (o ile nie opanowałeś do perfekcji hamowania pulsacyjnego na granicy poślizgu), i zachowasz sterowność podczas awaryjnego hamowania. Najprostszy system zapobiegający poślizgowi. Ale nie o nim tu będzie. Narzekałem trochę na Passata, z tyłu jest ogrom miejsca, dopóki nie wsiądą tam trzy spore osoby. Wtedy jest ciasno, ale do przeżycia. Mimo wszystko jednak Ford zapewnia z tyłu więcej miejsca (co nie dziwi, jest wszak minivanem, a nie kombi). Jeden z pierwszych wpisów (Ponad tysiąc sto na jednym baku) także traktował o Passacie. Ciekaw jestem kto z czytelników go pamięta :).

kombi, 1.6 TDStare foto, jeszcze miał inną maskę i silnik. Chyba wtedy był w najlepszej formie.

Czytaj dalej

Otagowane , , , , , , , , ,

Nie jeździłeś? Nie oceniaj. Fiesta mk3.

Wczoraj byliśmy z Radkiem w Kwidzynie. Wiecie, normalny taki wypad dwóch kumpli. Można pogadać o ważnych sprawach (i bzdurach), przejść się po mieście (albo powozić od ronda do ronda), zjeść coś (czy też wypić). Nie byłoby w tym wypadzie nic dziwnego, gdyby nie parę faktów.

Fakt nr 1. – jest zima. Śnieg i lód na drogach skutecznie zmniejsza bezpieczeństwo jazdy i utrudnia poruszanie się. Na szczęście droga od Sztumu do Kwidzyna była już przejezdna w stopniu dobrym. Do Sztumu bowiem asfalt był pokryty w zależności od miejsca większą bądź mniejszą warstwą śniegu i lodu. W Kwidzynie było bezpiecznie. Jedynie niektóre parkingi były nieodśnieżone. Mimo wszystko jednak wyjazd można było uznać za ryzykowny, rodzice nakłaniali mnie do pozostania w domu. Cóż, jak będę starszy, żonaty i dzieciaty to sobie podaruję wyjazdy w takie warunki. Obecnie każde nieplanowane wydarzenie odbieram jako przygodę. Trzeba przecież mieć co wspominać na starość. Czytaj dalej

Otagowane , , ,