Category Archives: O samochodach

Koń przemawia #2

Witam w kolejnej części Końskich mądrości.

Zacznę od razu z grubej rury. Rydzyk i jego Maybach… Ludzie gadają (w sumie temat był popularny dawno temu, ale ostatnio mi się przypomniało), że Ojciec Prowadzący Radia Maryja z rent biednych babć kupił sobie furę za kilkaset tysięcy euro. Ja nie jestem jakiś mocno wierzący, wręcz mówię o sobie że jestem WĄTPIĄCY :D, nie chodzę do kościoła, nie jestem też za PiSem, chociaż chciałbym żeby ludzie szanowali prawo i żeby panowała sprawiedliwość. Po prostu nie lubię jak ludzie powtarzają bzdury, nawet bez sprawdzenia tego samemu. Najlepsze, że na to nie ma ŻADNYCH dowodów, po prostu ktoś to zmyślił, a ludzie lubią mieć powody do zawiści, więc to kupili. Jedyne zdjęcie, które niby ma być dowodem w sprawie, jest spreparowane. I to nędznie. :D

z10782539O

Nawet się nie postarali, żeby CIEŃ pasował. Zobaczcie w którą stronę pada cień samochodu. Powinien przy nim być cień Rydzyka. Za to jego cień został namalowany pod nim, tak jakby na niego padały promienie z innego Słońca, prosto z góry na dół. Ja go nie bronię, nie uważam go bynajmniej za wzór czy autorytet, tylko po prostu obalam ten durny mit.

Ale to tak tylko słowem wstępu. Chociaż do samego Maybacha jeszcze wrócimy za chwilę. Dzisiaj podjąłem ciekawą dyskusję z redaktorami AutoInspekcji na temat wstawiania instalacji LPG do aut sportowych / z_zacięciem_sportowym. Wyśmiany został właściciel Audi A8 W12 (luksusowa limuzyna z mocnym silnikiem o dwunastu cylindrach, czyli – upraszczając – full wypas), bo ma w samochodzie gaz. A skoro go nie stać na NORMALNE paliwo, to pewnie nie stać też na porządny serwis, a przecież taki drogi samochód tego wymaga…

Otóż moi drodzy, szanuję Wasze zdanie, macie prawo tak myśleć, wiedzcie tylko, że jesteście w błędzie :D. Nie mówię że go stać na serwis. Może faktycznie go nie stać. Ale czy to coś zmienia? Przepraszam, to samochody są dla nas, czy my dla samochodów? Myślisz (jeden z drugim), że człowiek dorabia się takiej drogiej fury szastając pieniędzmi na lewo i prawo? Pakując tylko najdroższe części do samochodów, lejąc droższe paliwo, stosując uszlachetniacze do paliwa, itp? Biznesmen jest wtedy biznesmenem, jak wydaje tylko niezbędne minimum. Dlatego pracodawcy płacą najniższą krajową, głupi rachunek z kawiarni na 32,70 zł wliczają w koszty prowadzenia działalności, a naprawy w autach flotowych wykonują wtedy, kiedy bez tej naprawy auto nie przeszłoby badania technicznego. Nie wtedy, gdy coś stuka, a do przeglądu jeszcze pół roku. Wtedy stać go, żeby kupić sobie porządny samochód. Nie dziwię się więc, że do 6 litrowego audi montują LPG.

A co jeśli nie jest biznesmenem, tylko zwykłym kolesiem, który zawsze chciał mieć W12? I nagle okazało się, że w sumie ma już uzbierane pieniądze, jest do kupienia okazyjnie lekko puknięte jego wymarzone audi, po cenie z jakichś powodów mocno zaniżonej… I wie, że nie będzie go stać jeździć bez przerwy na benzynie, ale na gazie da radę. Bo koszt jazdy na gazie to będzie niecałe 60% kosztów benzyny na ten sam dystans.

Ale nie, przecież po co realizować marzenia, skoro można patrzeć jak spełnia je ktoś inny, a samemu czekać na lepsze czasy…

Powiem Wam, że gdybym był bogaty (tabu dibu dibu daj :D), gdyby mnie było stać na Maybacha, to wierzcie mi, wstawiłbym do niego LPG dla samej satysfakcji z tego, że ja jeżdżę i mnie stać, a innych ludzi bolą dupska jak widzą wlew gazu w zderzaku. Oni się ze mnie śmieją, ale to JA mam maybacha. Gdybym go miał, zaprawdę powiadam Wam, po jakiejkolwiek stłuczce pęknięty zderzak naprawiłbym TRYTKAMI. W taki sposób jak poniżej:

bumper_fix.jpg

W jeździe nie przeszkadza, a tyle wystarczy, żeby Policja (<3) nie zwracała większej uwagi. Paliłbym w nim papierosy. A za fotelem kierowcy byłby śmietnik, jak w każdej mojej furze. Kupiłbym specjalnie mniejsze stalowe felgi, żeby opony były tańsze. :D Bo fura jest dla MNIE, ona ma służyć MI, podobać się MI, to MNIE musi być na nią stać. Więc zrobię wszystko, żeby mi nic w niej nie przeszkadzało. Żebym mógł się nią cieszyć i z niej korzystać. A nie po to, żeby ludzie patrzyli na parkingu że mam super lakier, podczas gdy tuleje przednich wahaczy napie*dalają już od pół roku… Ale dobra. Wystarczy.

Dawno dawno temu, jak jeszcze miałem pracę :D (PKP Energetyka love4ever), koledzy z brygady (i w sumie nie tylko, bo też tacy zwykli koledzy :D) dziwili się, że kupowałem złomy za tysiąc złotych i sprzedawałem po kilku miesiącach. Traciłem na każdym kilka stów, to fakt. No i jeździłem autami, które miały minimum 20 lat. Zwykle były bliżej trzydziestki. Pamiętam, że mówili: „jakbyś te pieniądze odkładał to byś już mógł kupić sobie auto za kilka tysięcy”. No jasne – odpowiadałem – ale wtedy przez cały ten czas nie miałbym samochodu! Gdybym nie był samochodziarzem, mógłbym jeździć do pracy autobusem. Połączenie jakieś tam było, nawet pamiętam że autobusem wychodziło taniej gdzieś o 70-80 zł miesięcznie. No ale to po co są pieniądze, jeśli nie po to, żeby wydawać je na swoje marzenia? Choćby to był stary passat 1.6D za 1400 zł.

Dałem się przekonać jakiś czas później. Dość złomów, czas na porządne auto. Kupię raz coś lepszego i nie będę musiał wkładać w niego pieniędzy… Parę miesięcy temu policzyłem ile wydałem na to auto przez rok. Coś około 8-9 tysięcy. Nie licząc paliwa, wiadomo. Tylko kupno, rejestracja, ubezpieczenie i naprawy. Teraz jakbym chciał go sprzedać, nie wołałbym za niego więcej niż 3,5 tysiąca. I chyba nikt by tyle nie dał. Czy dużo zyskałem? Uniknąłem strat, które ponosiłem kupując złomy?

Nie.

Jedyna zmiana jest taka, że jak jadę 80-100 na godzinę, to radio gra sobie w miarę cicho, można rozmawiać bez krzyczenia, nie słychać szumów ze szczelin drzwiowych, a rano nie boję się czy odpali (chociaż brakuje trochę tego dreszczyku, więcej TUTAJ). Są elektryczne szyby, automatyczna skrzynia, sterowanie radiem z kierownicy. Bajer, bardzo wygodny. Przy prędkości autostradowej (140) nie czuję że to są ostatnie minuty życia silnika :D, a raczej jest dużo miejsca pod pedałem gazu. No i poczucie bezpieczeństwa. Kwestia niewycenialna, nawet jeśli to fałszywe poczucie.

No więc może i duża zmiana. Ale czy było warto tyle dopłacać? Za omegę zapłaciłem 4500 zł. Większość tych rzeczy zapewni tak samo omega kupiona za 2 tys. zł. Po prostu gorzej by wyglądała. A przecież moja teraz też wygląda gorzej. Swoje już ze mną przeżyła…

20160116_151425

Ale wygląd się nie liczy. Jeździ się nadal tak samo pięknie, komfortowo, gładko. Jedyne co mi w nim teraz przeszkadza, to luzy w zawieszeniu z przodu, za które muszę się w końcu wziąć. Piękne alusy sprzedałem, na stalowe koła założyłem kołpaki od mercedesa. Holowałem tym oplem sprintera, a raz nawet wyciągnąłem go z gorszego terenu. Wiozłem w nim drewno. Było to tylko raz, ale miałem złożoną kanapę i zapakowany byłem autentycznie po sam sufit. I siedziałem dramatycznie blisko kierownicy. Co prawda tylko 40 kilometrów, ale siedział bardzo nisko. Nie raz poleciałem bokiem na rondzie, chociaż automatem jest o wiele trudniej. Spałem w nim wielokrotnie. Nieraz nawet w mrozie. TO się nazywa wykorzystywać potencjał samochodu. Jest niski, ale nie powstrzymało mnie to przed wjeżdżaniem do lasu, nieraz „drogą”, którą na co dzień jeździły traktory, a więc z dużymi koleinami.

Każdej z tych rzeczy podjąłbym się nawet, gdybym miał hondę civic. Takie mam podejście do samochodów. Ma służyć MI. Nie ja jemu. W jakimś dwumiejscowym ferrari nie woziłbym drewna TYLKO dlatego, że weszłoby go po prostu za mało, żeby się opłacało je wozić. Za to trzy worki zaprawy cementowej z brico marche – z dziką radością. Dwa kartony płytek podłogowych, bo zabrakło? Już jadę! Tylko jeszcze po drodze zatankuję trochę GAZU DO FERRARI. Aaaaa… Boli dupcia co?

No to nie pakuj gazu, nie „profanuj” sobie tego supersportowego audi (btw, to nadal tylko audi), i nie kupuj go, dopóki nie będzie Cię stać na benzynę. Zanim sobie – żyjąc zgodnie z zasadami szanowania drogich samochodów – zarobisz, to Twój rówieśnik będzie już swoje audi_RS_LPG sprzedawał, bo się najeździł, przeżył wiele z tym autem, był jeszcze młody i naiwny jak je kupował, ale może już się wypowiedzieć na temat tego auta, BO JE MIAŁ. A teraz myśli nad lexusem ls400. W GAZIE.

Widzisz różnicę? Jeden marzy, drugi jeździ. Wolę być tym, który jeździ. Jasne, każdy z nas wolałby być tym, który jeździ tylko na benzynie a w garażu – czy raczej w hangarze – ma kilkadziesiąt modeli supersamochodów różnych marek i roczników. Ale dopóki nas na to nie stać, czy mamy tylko stać przed szybą_salonu/ekranem_komputera i spoglądać na te auta z cieknącą ślinką? Czy te genialne cudy samochodowej inżynierii, w latach naszej młodości, gdzie najbardziej nas emocjonują, mają być tylko głównymi bohaterami naszych mokrych nastoletnich snów?

Jeśli tak to sobie wyobrażasz, to spoko. Nikt Ci nie każe być szczęśliwym. Możesz do końca życia jeździć mondeo/a6/omegą i marzyć o porsche miłością platoniczną, bo przecież nie byłoby Cię stać na paliwo. Ale – możesz też kupić sobie to porsche i przerobić na gaz. Miałbyś i tanią jazdę, i genialny samochód. Taki wybór (i to w najlepszym wypadku!) ma większość z nas.

1189334397_DSC_0017

– Ty, patrz, ale wieśniak, zamontował lpg do swojego porsche, żeby móc się nim częściej cieszyć!

– HYHY! NO, wstyd by mi było tym jeździć. Dobra, wsiadaj do golfa, mama dała dwie dychy na wachę. HEHEHE…

Gdybyś powiedział, że źle założona (!) instalacja LPG zepsuje przyjemność z jazdy i przyczyni się do szybszego zużycia silnika, OKEJ. Ale jak mówisz PROFANACJA, to mi zajeżdża fanatyzmem. Religijnym.

„Bo oto wielki władca dróg, a imię jego Audi RS44. Na grillu ma cztery pierścienie a na piastach cztery koła. Za nim dym z opon i asfalt pod jego kołami. I przyszedł ukarać tych, którzy w ofierze składali tańsze paliwo, zamiast droższego. Rozgniewany i wzburzony niczym morze podczas sztormu przyniesie kres tej zniewadze. Teraz [już] tylko płacz i zgrzytanie zębów.”

Come on, guys. Dajcie spokój.

Ale w sumie, jakbyśmy mieli tylko takie problemy, czy montować lpg do naszych super fur, to nie byłby żaden problem. Wy byście się ze mnie śmiali, że jeżdżę na gazie jak wieśniak, a ja śmiałbym się z Was, że robię w miesiącu prawie dwa razy więcej kilometrów niż Wy, miastowi. :D Także win-win. A do tej pory możemy tylko bóldupić w internecie. :p

Piotr Wiśniewski

AutoInspekcja

// A pod TYM LINKIEM znajdziecie odpowiedź kolegi get_low_baby z AutoInspekcji.

Reklamy

A tam takie bzdety o dostawczakach, nic ciekawego.

Mimo, iż nie pracuję w branży transportowej, uwielbiam prowadzić auta dostawcze. A może DZIĘKI temu właśnie, że nie muszę. Ale nie chodzi mi o blaszaki zrobione z osobówek, jak peugeot partner, jakim czasem jeżdżę w pracy, tylko o wozy stricte dostawcze, tylko w tym celu projektowane. Dwie osoby + paka. Nie wiem czemu. Jakoś mi pasuje koncepcja, że mogę zabrać ze sobą co tylko zechcę, że mogę sobie wrzucić do tyłu materac i w kilka minut mieć kemping xD. Spać gdzie chcę. Do tego turystyczna kuchenka, butla z wodą do mycia rąk i martwię się już tylko o miejsce, gdzie w spokoju mogę zrobić kupę. Dziękuję w tym miejscu stacjom benzynowym, które w większości oferują takie miejsca za darmo. A są niemal wszędzie. Ale wracając do dostawczaków – chociaż przydałby mi się może raz na 1000 km, to i tak świetnie jest zawsze mieć możliwość zabrania do niego czegoś, co akurat okazyjnie mogłem kupić lub nawet czasem dostać za darmo.

Zazwyczaj samochód ma jedno wyraźne przeznaczenie. Są luksusowe limuzyny, są sportowe coupe, są rodzinne minivany/kombi, są auta miejskie i są dostawczaki. I jeżeli taki samochód nie próbuje być wszystkim na raz, to już jest fajnie. Dostawcze auta służą do pracy, więc są nierzadko wygodniejsze od osobówek. Przesiadając się ze sprintera do passata pewnie mało kto chciałby wrócić do busa, ale zapewniam że 8 godzin siedzenia za kółkiem lepiej zniesie człowiek siedzący pionowo, niż rozwalony jak przed tv kierowca osobówki.

Prowadziłem wielokrotnie T3. Nie muszę chyba po raz setny powtarzać, że zakochałem się w tym aucie po uszy. Znajomy posiadacz takiego auta mówi że po trasie do niemiec jest bardziej wypoczęty, niż gdyby jechał osobówką. Nic dziwnego – wielka kierownica, którą kręci się bardzo lekko, pedał… (przepraszam, teraz mówi się gej). A więc gej gazu jest zamocowany w podłodze, dzięki czemu noga się tak nie męczy (albo mi się tak wydaje). A siedzisz nad przednią osią i widzisz wszystko przed maską, co ułatwia manewry na ciasnym parkingu za Twoim warzywniakiem. Bo skoro masz t3, to na 100% masz też warzywniak.

Mercedes sprinter. Wielki. Ale jazda sprawia masę przyjemności i po chwili (o ile nie jesteś pierdołowatym niedzielnym kierowcą) manewry z użyciem samych lusterek nie sprawiają Ci już problemu. Lewarek skrzyni biegów jest kilkanaście centymetrów od kierownicy, dzięki czemu zmiana biegów jest jeszcze mniej angażująca i bezpieczniejsza (bo krócej masz ręce poza kierownicą). Fotele są wygodne nawet jeśli nie ustawisz ich sobie pod siebie. No chyba, że jesteś wielki jak niedźwiedź, a przed Tobą prowadził go szympans. A i wtedy wystarczy jedynie odsunąć fotel.

Siedziałem kiedyś za kółkiem forda courier express, czy coś w ten deseń. Przód od escorta plus paka. W sumie jechałem też na pace i byłoby miło, gdybym tylko był workiem ziemniaków. Dla uściślenia – wtedy nim nie byłem. Ale odnośnie tak zwanej szoferki – czuję się dziwnie bezpiecznie mając za sobą blaszaną ścianę zamiast kanapy, na której zawsze może znaleźć się jakiś kretyn. To samo pewnie myślał kierowca, tylko że kretyna miał za blaszaną ścianą. Kierownicę trzymało się wygodnie, wszystko było pod ręką, no jakoś tak siedziało się za tym kółkiem tak, jak się powinno siedzieć.

No i koniecznie słowo o wspomnianym partnerze blaszaku. Też jest fajny, zwinny, ALE obsługa nawiewu nie jest już tak intuicyjna jak choćby w passacie b3, który choć nie został stworzony typowo do pracy (pozdrawiam turystów jeżdżących na Rosję), to po kilku jazdach mimo niedziałającego podswietlenia wiedziałem gdzie co jest, bo było rozmieszczone LOGICZNIE. I ogólnie czuć podczas jazdy, że jest z plastiku i na pewno nie wytrzyma tylu kilometrów, co dostawczaki budowane 20 lat temu.

W tych samochodach cenię prostotę. Auto ma jasno określony cel, nie musi być piękne, żeby go spełniać. Są często surowo wykończone, bo meble nie muszą do transportu mieć skórzanej tapicerki. Wóz ma UŁATWIAĆ kierowcy transport towarów. Nie musi mieć dwustu koni, wystarczy 60 i nie za długa skrzynia biegów, w mieście sobie poradzi, a na trasie do 120 na godzinę w zupełności wystarczy, sam zresztą najczęściej jeżdżę koło osiemdziesiątki. Do celu dojadę, przepisów nie łamię, mogę się zrelaksować a auto wykorzysta do tego celu minimum paliwa. Same korzyści. I to tyle.

W sumie i tak czyta to tylko Ola, więc Cię Olu pozdrawiam i Tobie dedykuję ten wpis xD.
P.W.

Proszę, nie oddawaj auta na złom!

Zatrważające zjawisko ma miejsce na rynku motoryzacyjnym – ludzie kupując sobie nowszy samochód oddają starszy do kasacji. Jak tak dalej pójdzie, za 20 lat stare auto kupimy jedynie w formie żyletek! Jako fan pełnoletnich samochodów jestem temu zdecydowanie przeciwny. Bo o ile w przypadku rozbitych pojazdów złomowanie jest zrozumiałe, to oddawanie na złom aut które SAME TAM DOJADĄ to dla mnie totalne nieporozumienie. Czytaj dalej

Otagowane , , ,

Ukochane lata 90…

Przypadki w życiu to rzecz piękna.

Przed otagowaniem i doprowadzeniem do porządku mojego filmika na youtube wszedłem na filmik „Bliskie Spotkania z Samochodami cz.14” – był w powiązanych, po prawej stronie. Muzyka (disco-polo) przypomniała mi moje dziecięce lata, w których aut z takich filmików było na drogach więcej, a ja po odgłosach silnika potrafiłem poznać prawie wszystkie polskie samochody. :D

Omawiany filmik – jak widać po nazwie – należy do serii o tym samym tytule. Kilka takich serii ze starymi samochodami, czy to w świetnej formie, czy też kończących żywot, robi i wrzuca na youtube Nysiarz9 <– po kliknięciu przejdziecie na jego kanał, gdzie znajdziecie wszystkie materiały. Fotki robił własnoręcznie, nigdzie indziej ich nie znajdziecie (czyli również exclusive :D).

Świetnie, że ktoś to robi. Niby banał, ot zdjęcia starych aut i muzyka „z remizy”, a jednak świetnie się mi to ogląda i słucha (!). Chociaż – jeśli mogę powiedzieć słówko o muzyce – wolałbym słuchać tych piosenek bez znajomości polskiego. Bo o ile podkład, akordy i melodia mi pasują, to treść jest jakaś taka… No, ale – poniżej macie ten filmik, szczerze polecam miłośnikom starych aut, znajdziecie na nim także Transportera T3. :)

Piąteczka i pozdro dla Bartłomieja – właściciela kanału!

Otagowane , , , , , ,

Pierwszy samochód – oto najlepsza opcja dla niemal każdego

Zrobiłeś prawko, uzbierałeś/masz_od_rodziców kilka tysięcy* parę złotych na samochód. Co dalej? Ano chętnie Ci pomogę w wyborze Twojego pierwszego auta!

Możesz czuć pewien dyskomfort będąc tak ograniczonym przez kwotę, jednak nie masz się czego bać. Nadal możesz wybierać spośród wielu aut. Masz do wyboru ogrom typów nadwozi, wiele silników i różne rodzaje napędu.

Pierwszy samochód - golf 2
Golf II

Czytaj dalej

Otagowane , , , , ,

Azjatycka mieszanka oryginałów

Siemano.

Cały czas pamiętam obietnicę daną Wam w jednym z poprzednich wpisów. I głupio mi, przyznaję, bo przecież wchodzicie tu codziennie sprawdzić, czy już napisałem o nietuzinkowych autach produkcji azjatyckiej… :D A ja z tym zwlekam. Wybaczcie, mam nadzieję że statystyki mi przez to nie zmaleją. :p

Na początek auto, o którym wspomniałem przy okazji pisania o nowym Bulli, czyli Nissan Cube. To japońskie cudeńko wyróżnia się swoją klockowatością na tle współczesnych obłych aut. Designerzy tego samochodu w ciekawy sposób z prostej bryły stworzyli niezwykle ciekawy okaz. Niesymetryczny tył zaskakuje tych, którzy pierwszy raz go widzą. Tylno-boczna szyba zrobiona jest w tym miejscu w taki sposób, żeby jak najmniej ograniczyć widoczność przy parkowaniu równoległym. Dlatego w Japonii nie ma w „Koscte” lewego tylnego słupka, a w jej wersjach na ruch prawostronny – brak słupka prawego. Czytaj dalej

Otagowane , , , , , , , ,

Europejska mieszanka oryginałów

Bycie zwolennikiem starych aut w sumie nie przeszkadza mi doceniać tych nowszych. Bo chociaż duża część z nich wygląda na bezduszne, to są też takie, które wzrok mój przyciągają za każdym razem. Dlatego też dziś przeczytacie głównie o autach bardziej współczesnych niż mój ulubiony bus.

Pierwszym z nich będzie Škoda Roomster. Oryginalność tego samochodu polega na jego zupełnej odmienności od konkurencji pod względem stylistycznym. Jest dziwny, to prawda. Odseparowanie linii przedniej szyby od szyb tylnych przy pierwszym spotkaniu może dziwić, bo zwykle są to elementy w jakiś sposób połączone, ale ostatecznie wszystko wyszło na tyle dobrze, że za każdym razem uważnie się Roomsterowi przyglądam. Zresztą sami spójrzcie:

Auto o bardzo ciekawym designie
Auto o bardzo ciekawym designie…

Czytaj dalej

Elbląskie samochody lat 80 (i jak zwykle nieco filozofii)

W ostatni lany poniedziałek byliśmy z Radkiem w Elblągu. Tam podczas harców pieszo po mieście napotkałem dwa bardzo urocze samochody. Dziś oglądając zdjęcia, które im zrobiłem, zastanowiłem się chwilę, zadając sobie pytanie – co mnie podnieca w takich starych zniszczonych pojazdach? Oczywiście w momencie dorobiłem sobie do tego ideologię. Dopiero myśląc dalej doszedłem do wniosku, że po prostu są to auta mi najbliższe, bo najmniej warte finansowo. Najzwyczajniej w świecie na lepsze mnie nie stać (a nawet na te nie za bardzo). O ideologii powiem za chwilę, a na początek… Czytaj dalej

Nie wiem jak to zatytułować, Passat B2

To ma urok, kiedy jadąc starym, zdezelowanym samochodem musisz walczyć na każdym kilometrze o to, by nie wylecieć z trasy. To ma urok, gdy jedziesz sobie powoli dlatego, że każde zwiększenie prędkości o wiele zmniejsza stabilność auta, i gdy wozisz się niską prędkością, czerpiąc mimo wszystko przyjemność z jazdy. To ma urok i jest ciekawym doświadczeniem. I jak się do tego przyzwyczaisz, jest naprawdę miło. Wiesz, że Twoje bezpieczeństwo zależy w dużej mierze od tego jak będziesz jechał. Jeżeli nie skupisz się odpowiednio… hmm… Lepiej może tego nie rozważać. Dlatego nigdzie się nie spiesząc jedziesz oszczędnie 70-80 na godzinę albo jeszcze mniej i nikt Ci nie może powiedzieć, że się wleczesz. Jest to bowiem uzasadnione.

Zdecydowanie rozpoznawalny już w okolicy Passat B2 wraz z legendarnym wśród moich znajomych busem T3.

Jednakże, kiedy w końcu ponaprawiasz co trzeba w swoim cudeńku… Kiedy wymienisz części, które są już tak zniszczone, że właściwie powinny się rozsypać dawno temu (ale działały, bo to w końcu pieprzone VW)… Zaskoczą Cię możliwości Twojego auta. Jego styl a nawet gracja.

Czytaj dalej

Otagowane , , , , , , , , , , ,

News

Po pierwsze, chciałbym podziękować wszystkim czytelnikom bloga. Dzięki Wam łączny licznik wyświetleń dobił w ostatni weekend do 5000. Niewiele, jak na prawie dwa lata prowadzenia bloga, ale też nie był on specjalnie jakoś promowany, nie zasypywałem spamem w komentarzach wszystkich blogów na necie. W każdym razie pięć tysięcy odwiedzin cieszy.

Po drugie, po dłuuuugim czasie w końcu ukazał się dalszy ciąg przygód starego Galdera. Na stronie TEJ stronie znajdziecie drugi rozdział Podróży do Vertril. Nie jestem zadowolony z niego tak jak z rozdziału pierwszego, ale mam nadzieję, że następne wyjdą lepiej (bo będą na pewno).

Czytaj dalej

Piękne klasyczne samochody vol.1

Nie, nie będzie to o Impali ani Mustangu, choć niewątpliwie są klasykami. Będzie o autach produkowanych dosłownie chwilę przed epoką plastiku i elektroniki. O autach, które jeszcze niedawno służyły ludziom na co dzień. Teraz odchodzą w zapomnienie, jeździ ich już coraz mniej a zużyte egzemplarze trafiają na samochodowe grobowce.

Passat B1. Elbląg. Dawno temu latem, zdjęcie zrobione przeze mnie telefonem SE W300i.

Czytaj dalej

Otagowane , , , , , , , , , , , ,
Reklamy